Dziś oficjalnie koniec okresu świąteczno-noworocznego. Imieniny Knuta i 20-sty dzień od Bożego Narodzenia – święta odchodzą tanecznym krokiem.

Knut Lavard, duński książę, zginął na polu walki 7 stycznia 1131 i ogłoszony świętym, dostał w kalendarzu dzień swych imienin przypadający właśnie na tuż po Święcie Trzech Króli – idealny moment na zakończenie świętowania i nadal za taki uważany w wielu krajach. Kilkaset lat później, w XVII w., kiedy kościół luterański umacniał w Szwecji swoją pozycję, postanowiono przedłużyć okres świąteczny o tzw. oktawę, czyli do 13 stycznia. I żeby nadal łączono koniec świąt z Knutem, jego imieniny też przesunięto. 

W dawnych czasach Święta Bożego Narodzenia były w Skandynawii, oprócz religijnego charakteru, świętem zabaw, harców, przebierańców, którzy krążąc wśród domostw pozwalali sobie często na niewybredne żarty, wrzucając w obejście niepopularnych gospodarzy koślawe figury ze słomy, bądź w inny sposób dając się we znaki.

Kiedy w XIX w. przybyła tu z Niemiec choinka, stała się ona główną bohaterką nie tylko samych świąt ale również ich zakończenia, a to poprzez tzw. „plądrowanie choinki” (julgransplundring) czyli ogałacania jej z wiszących na gałązkach słodyczy; pierników i cukierków. Był też taniec wokół choinki (stąd ten taneczny krok). Dziś mało kto ma na to metraż, ale jeśli choinka stoi w szkole czy na przykład siedzibie jakiegoś koła zainteresowań – taniec z pewnością miałby miejsce, gdyby nie wirus. 

Dziś wszyscy miłośnicy tradycji, jak na komendę, pogasili swoje adwentowe świeczniki i gwiazdy błyszczące w oknach – zaczął się nowy czas, choć balkony jeszcze się świecą girlandami.

Miasto wyznaczyło dziesiątki punktów na odnoszenie tam drzewek, ale całkiem spontanicznie powstają nowe. Telewizyjne wiadomości zachęcają do wrzucania choinek do wszechobecnej tu wody – eksperci zapewniają, że wzbogacają one dno i tworzą nowy ekosystem dla niektórych gatunków ryb, które odławiać będzie można już latem…