Dziś u nas ”Dzień Tulipana” (Tulpanens dag) – w dużych miastach rozstawiają się specjalne punkty ich „sprzedaży i popularyzacji”

(choć ta akurat nie jest chyba potrzebna) zaaranżowane przez „Organizację popularyzacji kwiatów” Blomsterfrämjandet – branżowy twór szwedzkich ogrodników i hodowców roślin ozdobnych. 

Gdzieniegdzie bywają tulipany także tego dnia rozdawane, ale chyba nie w tym roku. 

W Szwecji kupuje się najwięcej tulipanów na świecie; przeciętny Szwed robi to częściej nawet niż przeciętny Holender.



Szwecja ma 12 dużych hodowców, którzy każdego roku uprawiają na sprzedaż 160 milionów tych kwiatów. 8 z 10-ciu tulipanów tu sprzedawanych jest rodzimego chowu jednak cebulki importowane są z Holandii, na nie klimat mamy za zimny. 

Wpływy z corocznej sprzedaży tulipanów stanowią 25 procent wpływów ze sprzedaży wszystkich roślin ozdobnych podczas roku. Dziś spodziewany jest wzrost przeciętnej dziennej sprzedaży o 40 procent. Ogromny skok w sprzedaży tulipanów nastąpił z chwilą wprowadzenia ich do asortymentu dużych sieci sklepów spożywczych.

Te najwcześniejsze trafiają do handlu już w grudniu, ale to styczeń jest miesiącem tulipanowego szczytu. Kupowane w kwiaciarni, na sztuki i często w wymyślnych gatunkach są drogie, nierzadko importowane i potrafią kosztować 100 kr (40 zł) za sztukę, ale na te codzienne, obecne w każdym sklepie spożywczym, pakowane po 10 sztuk stać każdego, taki bukiet (w dowolnym kolorze albo mieszany) kosztuje 35 – 40kr (ok. 15 zł). Nalepka „Svenskodlade” (hodowane w Szwecji) na opakowaniu ma gwarantować najlepszą jakość. 

Rady jakich eksperci udzielają by tulipany cieszyły oczy przez obiecywany (co najmniej) tydzień to: – przyciąć łodyżki ostrym nożem o 1 cm, – wstawić do wazonu z zimną wodą, – i pozwolić im „odpocząć”, czyli po przyniesieniu do domu niech w opakowaniu stoją jeszcze godzinę.

Tulipany kupujemy pasjami nie tylko zimą, by przywołać wiosnę; dwa inne szczyty sprzedaży to Walentynki (czerwone) i Wielkanoc (głównie żółte i fioletowe).

Tulipany – niech żyją nam!